OPM
1707.2018

Wielkie wydarzenia. Szansa czy przekleństwo dla miast?

  • OPM
  • Artykuł
Organizacja tzw. wielkich wydarzeń (ang. mega-events) jest dla jednych spełnieniem marzeń, które mają przynieść państwu i miastom-gospodarzom przede wszystkim korzyści, są jednak i tacy, dla których te same wydarzenia oznaczają coś zgoła przeciwnego. Jak to wygląda w praktyce?

Powody, dla którego kraje, regiony lub miasta decydują się na udział w walce o przyznanie praw organizacji wielkich imprez są różne. Motywacje dotyczą zarówno wymiernych wskaźników społeczno-gospodarczych (np. wzrostu PKB, liczby turystów) jak i kwestii trudniej mierzalnych, np. atrakcyjności inwestycyjnej oraz turystycznej.

Gdy mowa u dużych wydarzeniach w pierwszej kolejności przychodzą na myśl mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie, które stały się wydarzeniami o znaczeniu medialnym, gospodarczym, ekologicznym, wizerunkowym oraz politycznym. Emocje wokół tych wydarzeń dodatkowo podgrzewa element rywalizacji pomiędzy zawodnikami, który niejednokrotnie staje się rywalizacją pomiędzy narodami. Lista wielkich imprez jest jednak dłuższa. Są to m.in. Światowe Dni Młodzieży, Europejskie Stolice Kultury oraz EXPO[1].

Wielkie nadzieje

Jednym z przejawów procesu metropolizacji rozwoju i jego globalizacji jest powiększająca się liczba wielkich wydarzeń(2). Organizacja tego typu imprez wymusza współpracę pionową (samorząd-władze krajowe) jak i poziomą (wewnątrz regionu oraz pomiędzy regionami). Oprócz tego wydarzenia te są okazją do przemyślenia, w jakim kierunku ma się rozwijać miasto lub region. Główną korzyścią z organizacji wielkich wydarzeń ma być przeważnie wzrost świadomości i rozpoznawalności kraju i miasta goszczącego. Związana jest z tym możliwość kreowania popytu na inne dobra i usługi kraju oraz miasta, np. związane z turystyką, handlem oraz nieruchomościami.

Mundial z 2006 roku w Niemczech potraktowano jako szansę na odbudowę poczucia dumy narodowej wśród Niemców. Olimpiada w Lillehammer (1994) sprzyjała z kolei integracji Norwegów oraz pozwoliła utrzymać opinię o tym kraju jako miejscu o długich tradycjach sportów zimowych[3]. Rekordowo drogie Igrzyska Olimpijskie w Pekinie miały symbolizować wejście Chin w nowy etap rozwoju. Natomiast w Polsce Euro 2012 zostało potraktowane jako kolejne wyzwanie po wstąpieniu do NATO i Unii Europejskiej. Niekiedy głównym celem jest chęć zmiany wizerunku (przede wszystkim kraju). Chociaż organizacja wielkich imprez wiąże się dużym rozgłosem to nie zawsze udaje się wykreować oczekiwany wizerunek. Badania dowodzą, że np. o ile Korei Płd. po World Cup 2002[4] to się udało, to goszczenie Igrzysk Olimpijskich w Sydney nie zmienił wizerunku Australii[5].

Wśród argumentów za organizacją wielkich wydarzeń pojawia się często kwestia nowych miejsc pracy. Eksperci zwracają jednak uwagę, że w dużej mierze jest to praca tymczasowa. W dodatku, ze względu na tańszą siłę roboczą oferowana obcokrajowcom[6]. Jednym z bardziej oczekiwanych skutków organizacji wielkich wydarzeń, przede wszystkim sportowych, jest tak zwany ,,efekt barceloński”. Dzięki Igrzyskom Olimpijskim w 1992 wizerunek Barcelony uległ wyraźnej poprawie. Z miasta, które żyło w cieniu stolicy kraju stało jednym z atrakcyjniejszych miejsc pod względem wypoczynku lub organizacji. Przykładowo  w krótkim czasie Barcelona istotnie awansowała w rankingu najatrakcyjniejszych miast europejskich. W 1990 r. Barcelona zajmowała 11. miejsce, a w 2001 r. – już 6. Niewiele miast awansowało równie szybko[7]. Co więcej organizacja igrzysk przyniosła niespotykany efekt. W ciągu kilku lat odsetek mieszkańców uprawiających aktywność fizyczną wzrósł z 27% do 41%. Sukces ten miał jednak swoją cenę. ,,Efekt Barcelony” skutkował m.in. radykalnym wzrostem cen nieruchomości i kosztów życia na niektórych obszarach miasta, prowadząc do gentryfikacji i pogorszenia jakości życia wielu mniej zamożnych barcelończyków[8]. 
cytaty-min
[Barcelona] Z miasta, które żyło w cieniu stolicy kraju stało jednym z atrakcyjniejszych miejsc pod względem wypoczynku lub organizacji.

Druga strona medalu

Do niechlubnych konsekwencji organizacji niektórych wydarzeń należą na przykład przesiedlenia. Szacuje się, że Igrzyska w Pekinie wiązały się z przesiedleniem około 1-1,5 mln mieszkańców. Część badaczy zwraca uwagę, że nawet jeżeli liczba ta jest przeszacowana to i tak zabudowania wioski olimpijskiej z góry przeznaczone dla mieszkańców Pekinu nie będą mogły zrekompensować ubytku w substancji mieszkaniowej i nie ma pewności, że trafią w ręce najbiedniejszych. Wcześniej, w Seulu w 1988 roku wywłaszczono lub przesiedlono około 700 tysięcy osób[9].

Z kolei w Europie, podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku z miasta usuwano bezdomnych i starano się, aby dzieci nie „wałęsały się” po ulicach. Podobnie było w stolicy Katalonii. W Barcelonie podczas igrzysk w 1992 roku bezdomni byli objęci ścisłą kontrolą. Kontrowersje na tym się nie skończyły. Pierwotnie obiecano, że mieszkania zbudowane na potrzeby sportowców zostaną finalnie oddane do użytku dla mniej zamożnej części społeczeństwa. W praktyce zostały jednak sprzedane na wolnym rynku i trafiły w dużej mierze do bogatszych mieszkańców. Stąd niekiedy biedniejsza cześć społeczeństwa otwarcie krytykuje organizację wydarzenia. Szczególnym przykładem są Mistrzostwa Świata z 2014 roku, które odbyły się w Brazylii. Protesty rozpoczęły się już przed rozpoczęciem Mundialu i trwały podczas rozgrywek. Sytuacja ta nie wpłynęła dobrze na wizerunek imprezy oraz Brazylii. Światowe media skupiły się bowiem na problemach społecznych, z jakimi się zmaga Brazylia[10].

Chociaż obecnie plany wszystkich wielkich imprez sportowych mają uwzględniać zasady zrównoważonego rozwoju i edukacji ekologicznej to, jak zwracają uwagę naukowcy, w praktyce skutki ekologiczne turystyki sportowej są dziś znacznie częściej negatywne, aniżeli pozytywne [11]. Chodzi m.in. emisję substancji zanieczyszczających środowisko, hałas i liczne odpady [12]. W dodatku sztuczna infrastruktura może zakłócać krajobraz lokalny.

Organizatorzy coraz częściej starają się, aby było inaczej. Szczególnym przykładem są Igrzyska Olimpijskie w Londynie z 2012 roku. Park olimpijski stworzony został w taki sposób, aby był on modelem zrównoważonego życia. Co więcej opracowano nowe standardy dla organizacji wielkich imprez sportowych i przyszłego rozwoju miejskiego, np. ekologiczną wioskę olimpijską zbudowano jako wzór dla eko-miast. Odnowiono także cieki wodne we Wschodnim Londynie, tak aby znów stały się siedliskiem dla ryb i ptaków oraz miejscem wypoczynku Londyńczyków. Odwrotnie podejście było obserwowane w rosyjskim Soczi. Podejmowane tam działania wzbudzały protesty ekologów. Przykładowo rezerwat, który istniał tam wcześniej, obecnie już nie istnieje. Oprócz tego zwracano uwagę, że niektóre prace budowlane naruszyły cyrkulację podziemnych wód leczniczych, dzięki którym Soczi stało się uzdrowiskiem.


Zapraszamy: V Kongres Rewitalizacji – Systemy rewitalizacji w Polsce: blaski i cienie (03-04.12.2018.Lublin)


Opłaca się?

Chociaż wielkie wydarzenia często nie są organizowane, aby na nich zarobić czy chociażby tak, aby zwróciły się koszty przygotowań i organizacji, to trudno jednak uciec od kwestii finansowych. Wśród wydarzeń, które jednoznacznie przyniosły więcej zysków niż strat należą Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles z 1984 roku. Było to o tyle możliwe, że od początku założono, że wydarzenie sfinansują firmy prywatne w zamian za reklamę. Na drugim końcu jest olimpiada w Montrealu z 1976 roku. Miasto do dzisiaj spłaca zadłużenie wynikłe z organizacji tej imprezy [13].

O tym czy inwestycja w organizację wielkich wydarzeń się zwraca decyduje w dużej mierze, na ile możliwe jest dostosowanie obiektów, np. sportowych, na inne cele. W wielu przypadkach ta szansa nie zostaje wykorzystana[14]. Przykładem może być m.in. opuszczony kompleks olimpijski w Sarajewie (XIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie z 1984 r.). Problemem jest również utrzymanie stadionów. Wiele z nich, mimo pełnienia dodatkowych funkcji i organizacji koncertów muzycznych najwyższej rangi, przynosi straty. Na przykład stadion w Kapsztadzie, który powstał na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 2010 roku, kosztował 600 mln dolarów a obecnie przynosi około 8 mln dolarów strat rocznie[15].

cytaty-min
Część badaczy chłodzi jednak entuzjazm potencjalnych gospodarzy i zwraca uwagę, że wielkie wydarzenia mogą odstraszyć pozostałych turystów.
Duża część organizatorów jako źródło potencjalnych zysków wskazuje turystykę. Przykładowo w roku odbywania się letnich igrzysk w Londynie wyraźnie wzrosła liczba turystów (o 4%). W tym czasie wydali w całej Wielkiej Brytanii 90,5 mld złotych. Z kolei w przypadku Barcelony liczba turystów zaczęła szybko wzrastać bezpośrednio w kolejnych latach po rozgrywkach olimpijskich[16]. Część badaczy chłodzi jednak entuzjazm potencjalnych gospodarzy i zwraca uwagę, że wielkie wydarzenia mogą odstraszyć pozostałych turystów. Zjawisko to określane jako crowding out polega na zniechęceniu potencjalnych turystów do odwiedzenia lokalizacji, gdzie odbywa się wydarzenie. Wpływ na to może mieć wzrost cen, tłok i problemy ze znalezieniem atrakcyjnego noclegu. Przykładem takiego zjawiska są igrzyska w Los Angeles w 1984 roku, podczas których istotnie wzrosła liczba wolnych pokoi w hotelach. Innym razem, w Atenach, podczas olimpiady w 2004 roku popyt był na tyle ograniczony, że rząd grecki zdecydował się wykupić cześć biletów i rozdać je bezpłatnie chętnym. Szczególnym posunięciem było rekomendowanie przez Prezydenta Krakowa, aby mieszkańcy opuścili miasto na czas trwania Światowych Dni Młodzieży. Z kolei analiza tzw. Europejskich Stolic Kultury (ESK) wskazuje, że siła oddziaływania wydarzenia jest stosunkowo słaba. Wzrost liczby turystów dotyczy przede wszystkim roku trwania ESK, a w wielu przypadkach w kolejnym roku obserwuje się spadek ruchu turystycznego[17]

Polskie doświadczenia

Polskie miasta mają już doświadczenie zarówno w ubieganiu się o wielkie wydarzenia jak i w byciu ich miastem-gospodarzem.  Największym wyzwaniem ostatnich lat była organizacja Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Nie licząc budowy stadionów, polskie miasta-gospodarze wydały na Euro 2012 195 mln zł. Budowa stadionów kosztowała natomiast ponad 5 mld zł. Jak wyglądały zyski? Na czas mistrzostw Warszawę, Poznań, Gdańsk i Wrocław odwiedziło 685 tys. osób, głównie z Rosji, Niemiec, Irlandii i Hiszpanii. Przychody z turystyki sięgnęły prawie 1,5 mld zł. Dodatkowo do budżetu Warszawy, Poznania, Gdańska i Wrocławia wpłynęło dodatkowo blisko 50 mln zł od UEFA (m.in. na budowę stref kibica) i sponsorów [18]. O ile niefinansowe cele zostały zrealizowane to krytyka po Euro 2012 dotyczyła przede wszystkim stadionów. Wbrew oczekiwaniom zagraniczne koncerty przynosiły mniejsze zyski. Z kolei w pierwszym sezonie po otwarciu frekwencja nie przekraczała połowy miejsc.

Jak zauważa część polskich badaczy nie wykorzystano dostatecznie potencjału społecznego. Giza-Poleszczuk zwraca uwagę, że partycypacja obywatelska w przygotowaniach była bliska zeru: „mieszkańcy co najwyżej są przedmiotem oddziaływań z zakresu public relations, czyli organizuje się dla nich dni otwarte, drukuje ładne ulotki i robi równie ładne wizualizacje”[19]. Z kolei jak zauważa dr Wojciech Woźniak, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego: ,,przygotowaniami do Euro 2012 zarządzano odgórnie, poprzez delegowane na niższe poziomy administracji zalecenia polityczne, bez włączania w ten proces organizacji społecznych”. Jak tłumaczy mogło to wynikać ,,z braku przeświadczenia o potrzebie lub sensie tego typu współdziałania lub też jako przejaw alienacji władzy politycznej[20].

Chociaż tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, w porównaniu do innych dużych wydarzeń, nie terminuje aż tak dużego ruchu turystycznego to jak zauważa Paweł Kubicki i Bożena Gierat-Bieroń proces starań o ESK miał bardzo istotny wpływ na sferę społeczno-kulturową kandydujących miast. Co więcej, na podstawie badań, stwierdzają, że ,,kapitał społeczny, wyzwolony w trakcie konkursu, w większości badanych miast został zachowany i z mniejszą bądź większą efektywnością jest wykorzystywany w szeroko rozumianych procesach rozwoju miast”[21].

Problemy z oceną

Państwa i miasta starające się o organizację wielkich wydarzeń sportowych coraz częściej spoglądają wstecz i weryfikują potencjalne korzyści. Jednoznaczna ocena jest często utrudniona [22]. Wpływ ma to m.in. fakt, że jak zauważają badacze, większość ewaluacji po wydarzeniu jest zamawiana przez promotorów i organizatorów, przez co trudno je ocenić jako obiektywne. Sytuację utrudnia ponadpartyjny sojusz na rzecz organizacji tego typu wydarzeń oraz częsta przychylność mediów[23]

Andrew Zimbalist, jeden z czołowych badaczy zajmujący się tematyką wielkich wydarzeń, zwraca uwagę, że pełne zweryfikowanie korzyści płynących z ich organizacji jest trudne, o ile w ogóle możliwe. Zimbalist tłumaczy, że zwrot, jeśli taki zaistnieje, musi być analizowany w dłuższej perspektywie czasowej[24].

Te niewiadome jednak nie zniechęcają wszystkich potencjalnych organizatorów. Wiele miast, które już mają doświadczenie w goszczeniu wielkich wydarzeń, planuje przyciągnąć kolejne. Wśród nich jest Wielka Brytania z Londynem na czele. W tym celu opracowano m.in. „Katalog złotych 70 eventów sportowych Wielkiej Brytanii”, czyli potencjalnych wydarzeń, które mają podtrzymać zainteresowanie tym krajem[25].


W tym temacie polecamy między innymi:

Martin Müller – The Mega-Event Syndrome: Why So Much Goes Wrong in Mega-Event Planning and What to Do About It
Ewa Malchrowicz-Mośko – Pozytywne oraz negatywne implikacje turystyki olimpijskiej
Udesh Pillay, Orli Bass – Mega-events as a Response to Poverty Reduction: The 2010 FIFA World Cup and its Urban Development Implications
Andrew Zimbalist – Circus Maximus: The Economic Gamble Behind Hosting the Olympics and the World Cup
Wojciech Woźniak –  Euro 2012 i Kraków 2022. Polskie elity polityczne wobec wielkich imprez sportowych

kongres rewitalizacji_grudzień_lublin_systemy rewitalizacji_partycypacja_wydarzenie_2018
raport o stanie miast polskich opm irm rozwój gospodarczy niskoemisyjność zarządzanie i współpraca krajowa polityka miejska rozwój miast w Polsce